GATUNKI OSOBLIWE

Po tych ogólnych uwagach zaznajomimy się pokrótce z wybranymi gatunkami zwierząt, zwłaszcza zaś z ty­mi, które dodają Bieszczadom szczególnej barwy i atrak­cji.Jednym z nich jest niewątpliwie niedźwiedź bru­natny. Ten prawdziwy król puszczy, niegdyś rozpo­wszechniony w górach i na niżu całej Europy, w ostat­nich czasach zagrożony wytępieniem, zepchnięty został do niewielu skrawków okazałych puszcz, zachowanych tu i ówdzie, głównie w terenach górskich. Karpaty Wschodnie, obok przyległych Karpat Południowych, za­wsze należały do najbogatszych obszarów, jeśli chodzi o liczbę niedźwiedzi. Przez ciługie wieki drapieżniki te niepokoiły mieszkańców bieszczadzkich osad poło­żonych w otoczeniu rozległych zwartych puszcz. Zro­zumiały respekt budziły w szczególności wśród ludno­ści trudniącej się wypasem bydła. I tak np. zapiski z XVI wieku, omawiające warunki osiedleńcze w górnych rejonach Solinki, informowały, że ,,acz jest tam dobre miejsce do osadzenia wsi, ale las wielki, a niedź-wiedziów dosyć, którzy ludziom sadowiącym się do­bytek psują”. W ubiegłym stuleciu notowane były niedź­wiedzie w różnych zakątkach Bieszczadów polskich, głównie w ich części wysokiej, gdzie według znawcy tych gór, profesora W. Schramma, „miewały tam ku wschodowi swe barłogi, straszyły po połoninach pa­sterzy, krwawą dań baranią i wołową pobierały do ostatniej ćwierci XIX wieku”. Obecnie, według wiary­godnych źródeł, stan tych zwierząt szacuje się na 20—25 osobników, co stanowi przeszło 70% wszystkich niedź­wiedzi żyjących dziko na terenie Polski. Poza Bieszcza­dami występują one u nas jedynie w Tatrach (7—8 sztuk) i prawdopodobnie w Beskidzie Wysokim. Szan­sa spotkania niedźwiedzia istnieje w Bieszczadach pra­wie wszędzie. Są jednak miejsca uważane za matecz­niki, gdzie zwierzęta te przebywają najchętniej — tam najczęściej przezimowują, rozmnażają się i poszukują pokarmu. Panuje opinia, że każdego roku 5—8 osob­ników utrzymuje się w masywie Tarnicy, Halicza i Bu­kowego Berda. Dotyczy to północno-wschodniej, bar­dziej zalesionej części masywu. Mateczniki upatruje się także w lasach Otrytu, Magury Stuposiańskiej, w obrębie lesistych wzgórz i dolin na północ od Połoniny Wetlińskiej, w paśmie granicznym Wielka Rawka — Rabia Skała — Płasza, w lasach Łopiennika, Durnej, Korbani, Wołosania oraz Chryszczatej. Część spośród bieszczadzkich niedźwiedzi to niewątpliwie osobniki na­pływowe, zachodzące regularnie z terenów Słowacji i Ukrainy. Ogólnie biorąc, drapieżnik ten nie stwarza poważnej groźby dla miejscowych osadników, pasterzy ani też dla licznych turystów. Wprawdzie od czasu do czasu dochodzą sygnały o okazach mniej spokojnych, napastujących bydło, owce czy też demolujących pa­siekę, nie są to jednak przypadki nagminne i nie stwa­rzają większego problemu.Od czasu ostatniej wojny z Bieszczadów polskich znany jest właściwie jeden przypadek pojawienia się wśród niedźwiedzi notorycznego rozbójnika, który — przeszedłszy z wiekiem na dietę mięsną — stał się po­strachem okolic, napadał na zwierzęta domowe, zwła­szcza bydło. Niedźwiedź ów grasował w latach 1967—70 w rejonie Ostrego i Otrytu. W Polanie, Olchowcu i Srnolniku zabił on kilkanaście krów, w Lutowiskach natomiast konia. Wychodził z lasu w pełni dnia, czasem aż w obręb zabudowań, gdzie niejednokrotnie na oczach bezsilnych ludzi „niby uderzeniem pneumatycznego mło­ta” — jak mówili świadkowie napadów — zabijał ja­łówkę czy nawet buhaja ważącego pół tony. Ponieważ niedźwiedź zaczął zagrażać bezpieczeństwu ludzi, na wniosek Ministra Leśnictwa, po uprzednim uzgodnieniu z władzami ochrony przyrody (chodzi o gatunek usta­wowo chroniony), rozzuchwalonego osobnika schytano na gorącym uczynku i odstrzelono jesienią 1970 r. Ubite zwierzę było okazem nadzwyczaj dorodnym (dłu­gość ponad 3 m, waga 340 kg), którego skóra i czasz­ka — jako cenne trofea kwalifikujące się do czołówki światowej — mają zasilić zbiory jednego z naszych muzeów łowieckich.Niedźwiedzie w Bieszczadach, zwłaszcza po incyden­tach wywołanych przez opisanego osobnika, stały się przedmiotem ożywionej polemiki, m. in. na łamach ogólnopolskiej prasy. Pojawiły się nawet głosy, aby „nie cackać się” u nas z tymi zwierzętami i dokonać ich redukcji. Jest to oczywiście stanowisko krańcowe, zupełnie pozbawione racji. Niedźwiedź jest w Polsce nadal ogromną rzadkością, a równocześnie reliktem dawnego krajobrazu, czymś co od lat związane było z naszymi ziemiami. Stąd wiele przekazów historycz­nych i literackich odnoszących się do niedźwiedzi, stąd też sympatia i zainteresowanie szerokich kręgów spo­łeczeństwa. W krajach cywilizowanych istnieje roz­sądny obyczaj, aby gatunkom rzadkim i ginącym za­pewnić ochronę, obyczaj w znacznej mierze wynika­jący z rachunku ekonomicznego. Oczywiście, z pewny­mi szkodami należy się tu zawsze liczyć. Tak na przy­kład nasi południowi sąsiedzi, choć dysponują populacją niedźwiedzi liczącą ponad 300 osobników (w ZSRR i Ru­munii jest ich jeszcze więcej), starają się utrzymywać ją na stałym wysokim poziomie, jakkolwiek kosztuje ich to rokrocznie setki tysięcy koron wypłacanych w ra­mach odszkodowań. Tym bardziej w Polsce nie ma po­wodów, aby odbierać niedźwiedziowi przywileje, jakie przysługiwały mu dotychczas. Godzimy się z pewnymi nakładami finansowymi na utrzymanie zabytków sztuki i architektury, dlaczego więc mielibyśmy szczędzić nie tak dużych przecież kosztów na utrzymanie niedźwie­dzia, żubra, łosia czy nawet rysia i wilka. Spotkanie z takimi zwierzętami jest na pewno nie mniejszym prze­życiem niż kontakt z dziełem sztuki.Nieco liczniejszym drapieżnikiem jest w Bieszczadach wilk. Słynny w tych stronach myśliwy — Władysław Pepera stwierdza, iż ,,to bardzo inteligetne zwierzę cho­dzi tu zazwyczaj pojedynczo lub w małych grupach, a trafi wszędzie, gdzie tylko jest zwierzyna, szczególnie dzik, sarna i jeleń”. Liczebność wilków w polskiej czę­ści Bieszczadów podlega znacznym wahaniom; zmienia się nie tylko z roku na rok, ale także w różnych sezo­nach. Ich pogłowie szacuje się tutaj na 30—50 osobni­ków. Zimą, zwłaszcza gdy jest ona ostra, południowo–wschodnie rejony Polski nawiedzają watahy zgłodnia­łych wilków ze wschodu. Tego typu inwazja może stwo­rzyć faktycznie „wilczy problem”, niebezpieczny dla okolicznej zwierzyny płowej, dzików i zajęcy. Poza ta­kimi sytuacjami szkodliwość wilków jest w tych górach bardzo dyskusyjna. Straty wyrządzane przez wilki w Bieszczadach są bezwzględnie daleko mniejsze, aniżeli wynikać by to mogło z opowiadań ludzi obdarzonych bujną fantazją.W środowisku nadwodnym w różnych częściach Bie­szczadów występuje z rzadka wydra. Bardzo czujna, wędruje nocami wzdłuż potoków i rzeczek, polując głównie na ryby. Jej obecność zdradzają najłatwiej charakterystyczne ekskrementy. Pozostawia je często na kamieniach, głazach i wynurzających się z wody progach skalnych. Zdarza się czasem, że zwierzę to, przenosząc się z jednego dorzecza potoku w drugie, decyduje się na wędrówkę w poprzek działów górskich. W związku z tym można ją niekiedy spotkać w miejscu zgoła niespodziewanym. Wydra, ze względu na swe cenne futro, pada nierzadko ofiarą kłusowników, stąd jej egzystencja jest ostatnio poważnie zagrożona.Na liście bieszczadzkich ssaków drapieżnych figurują także dwa gatunki dzikich kotów: ryś i żbik. Pierwszy występuje w różnych punktach Bieszczadów, w zależ­ności od aktualnego rozmieszczenia zwierzyny służącej mu za podstawowy pokarm (sarny, zające, lisy, jarząbki, myszy, czasem młode dziki). Ryś jest zwierzęciem nie­zwykle ostrożnym, dlatego też jego spotkania z czło­wiekiem należą do rzadkości. Obecność rysia zdradzają najczęściej tropy, wyciśnięte w śniegu, błocie bądź w wilgotnym nadrzecznym piasku. Jego liczebność sza­cuje się w Bieszczadach na nieco więcej niż 100 osob­ników.Żbik — zwierzę o wybitnie skrytym trybie życia — należy do najrzadszych naszych drapieżników. Tropy jego napotyka się w Bieszczadach tak w głębi lasów, jak i w sąsiedztwie osad ludzkich. Wskutek krzyżowa­nia się żbika ze zdziczałym kotem domowym najczęściej mamy tu do czynienia z mieszańcami. Jak wynika z re­lacji leśników, w ostatnich kilkunastu latach bieszczadz­ka populacja żbika przeżywa zauważalny kryzys liczeb-nościowy. Przyczyny tej sytuacji nie są jednak znane.Wielką ozdobą bieszczadzkich lasów jest jeleń kar­packi. W porównaniu z jeleniem zamieszkującym ni­ziny odznacza się on masywniejszą budową ciała oraz bardziej okazałym porożem. Na tej też podstawie za­licza się go niekiedy do oddzielnego podgatunku kar­packiego. Wieńce jeleni ustrzelonych w Bieszczadach niejednokrotnie zdobywały wysokie nagrody na wy­stawach trofeów łowieckich w kraju i za granicą. Stan pogłowia jeleni w Bieszczadach polskich szacuje się obecnie na kilkaset sztuk.Najliczniej przebywają one w rozległych komplek­sach leśnych pokrywających pasma: Durna — Łopien­nik, Chryszczata — Wołosań, a także w lasach należą­cych do nadleśnictw: Tarnawa i Stuposiany. Właśnie przede wszystkim ze względu na jelenie Bieszczady na­leżą do najcenniejszych ośrodków łowieckich w Polsce i z (pewnością w Europie. Na pięknie usytuowane ło­wiska, znaczone „lizawkami” * i ambonami łowieckimi, natknąć się można w różnych punktach Bieszczadów, np. w uroczyskach w przełomie Sanu pod Otrytem, w przełomie Wetliny koło Zawoja, w rejonie Stuposian i w kilku innych miejscach.W latach 1963—1966 sprowadzono w Bieszczady (Ndl. Stuposiany) 19 sztuk żubrów, które po niespełna rocz­nej aklimatyzacji w zagrodzie zostały wypuszczone na wolność. Odtąd doskonale utrzymująca się hodowla wzbogaca się systematycznie o nowe osobniki urodzo­ne już w Bieszczadach. Obecnie liczy już ona przeszło40 okazów. Tymczasem ubyły jednak trzy sztuki do­rosłe: słynny byk Pulpit „wyemigrował z tego terenu na zachód (obecnie znajduje się w krakowskim zoo), dru­gi osobnik zginął z niewiadomych bliżej powodów, zaś niespełna dwa lata temu inny osobnik utopił się w we­zbranym potoku w okolicy Lutowisk. Wszystkie bie­szczadzkie żubry przebywają zasadniczo w widłach Sa­nu i Wołosatego, najczęściej w rejonie Widełek, Ki-czery (971 m), Jeleniowatego, Obnogi i Szerokiego Wier­chu. Swego czasu planowano przetransportować tutaj kilka żubrów z innych ośrodków hodowlanych, m. in. z rezerwatu w Puszczy Boreckiej.Podobno w Bieszczadach pojawiły się przypadkowo mieszańce żubra i bydła domowego. Jednego z nich po­siada w swoim inwentarzu pani A. Cichoniowa, pio­nierska osadniczka bieszczadzka, była nauczycielka, któ­ra z czworgiem dzieci osiedliła się w osamotnionej sta­rej chacie w lasach na Ostrem koło Polany. Miała ona ponoć w swej zagrodzie także inne mieszańce — dzika i świni domowej, kota domowego i żbika, co dzisiaj jest zgoła niecodziennym przypadkiem.

[Głosów:1    Średnia:4/5]

Comments

comments