PRZEMIANY BIESZCZADZKIEJ ROŚLINNOŚCI

Odtworzenie przemian, jakim podlegała roślinność Bieszczadów w ciągu ostatnich tysiącleci, stało się mo­żliwe dzięki zbadaniu metodą analizy pyłkowej kilku bieszczadzkich torfowisk wysokich.Sama zasada analizy pyłkowej jest bardzo prosta. Ziarna pyłku poszczególnych gatunków roślin oglądane pod mikroskopem wybitnie różnią się między sobą za­równo kształtem, jak wielkością. W powietrzu unoszą się, zwłaszcza w okresie kwitnienia drzew, krzewów i traw, miliardy pyłków roślin wiatropylnych. Zjawi­sko to w odniesieniu do sosny czy kwitnących zbóż jest powszechnie znane. Gdy wreszcie pyłki opadną do wody lub na wilgotną powierzchnię torfowiska, nie niszczeją tam, lecz dzięki szczególnie odpornej ścianie komórkowej, w skład której wchodzi substancja przy­pominająca kutynę, pozostają w stanie nie zmienionym przez setki i tysiące lat. Oczywiście jest to możliwe tylko w pewnych warunkach, gdy nie następuje utle­nienie, a więc bez dostępu powietrza.Ponieważ zarówno osady wodne powstające na dnie jezior i stawów, jak i torfowiska stale przyrastają i w tym przyroście na grubość coraz to nowe ich warstwy pokrywają dawniejsze, przeto opady roczne pyłków za­pisują niejako same swój skład jakościowy i ilościowy. Jednocześnie liczne, wielokrotnie powtarzane badania wykazały przybliżoną zgodność jakościową i ilościową spadającego w naszych czasach na ziemię „deszczu pył­kowego” ze składem gatunkowym okolicznych lasów. Badając osady jeziorne lub próbki torfu z coraz to starszych warstw torfowisk, otrzymujemy dla każde­go zbadanego jego poziomu charakterystyczne spektrum pyłkowe, czyli skład gatunkowy pyłków i ich wzajem­ne stosunki ilościowe, a tym samym i przybliżony skład roślinności, która się niegdyś rozwijała w po­bliżu badanego jeziora czy torfowiska.Gdy graficznie, na wykresie, zestawimy wyniki otrzy­mane z poszczególnych prób w takiej kolejności, w ja­kiej pobrano je do badania, tzn. od najstarszych do naj­młodszych, to otrzymamy tzw. diagram pyłkowy, który obrazuje historię przemian szaty roślinnej. Jednocześnie studia nad „wymogami życiowymi i rozmieszczeniem geograficznym poszczególnych gatunków roślin, przede wszystkim drzew, doprowadziły do wydzielenia wśród nich szeregu grup o różnych wymaganiach klimatycz­nych. Stąd na podstawie udziału pyłku poszczególnych gatunków w diagramie wnioskujemy też o warunkach klimatycznych i ich zmianach.Badania palinologiczne upoważniają nas do stwier­dzenia, że u schyłku ostatniego zlodowacenia, gdy na niżu rozwijały się lasy sosnowe z limbą i modrzewiem, jeśli nie całe Bieszczady, to w każdym razie ich wyż­sze partie były bezleśne. W miarę jak klimat stawał się coraz cieplejszy, na terenie Bieszczadów rozprze­strzeniły się lasy sosnowe, potem lasy z dużym udzia­łem świerka, wiązu, dębu i innych gatunków drzew. W podszyciu bujnie występowała leszczyna. W okre­sie tzw. atlantyckiego optimum klimatycznego, 6000— 4000 lat p.n.e., gdy średnia roczna temperatura powie­trza wyższa była o -około 2°C niż obecnie, lasy świer­kowe sięgały najprawdopodobniej niemal po bieszczadz­kie najwyższe szczyty.Nieco szczegółowiej scharakteryzujemy skład bie­szczadzkich lasów w ostatnich okresach holocenu, u schyłku okresu subborealnego, który przypada na oko­ło 900 lat p.n.e., zanim stały się one obiektem inten­sywnej gospodarki człowieka. Od tego czasu nie nastą­piły już w Bieszczadach żadne większe zmiany klima­tyczne W okresie subborealnym świerk odgrywał w Bie­szczadach niewątpliwie większą rolę niż obecnie, i to prawdopodobnie zarówno w wyższych, jak i w niższych położeniach. Ilość pyłku świerka w próbkach torfowych z tego okresu dochodzi do 30%, gdy w próbkach współ­czesnych ilość ta waha się w granicach 2—3%. Wśród roślin zielnych obficie występował wówczas widłak ja-łowcowaty, który jest gatunkiem .charakterystycznym dla borów świerkowych; -w Bieszczadach współcześnie ma on jedynie nieliczne stanowiska. W następnym okre­sie, subatlantyckim, w miarę postępującego zwilgot­nienia klimatu następuje gwałtowna ekspansja graba i buka, wreszcie zjawia się jodła. Jej udział w składzie bieszczadzkich drzewostanów musiał być wtedy większy niż obecnie. Buk i jodła zepchnęły świerk na siedliska najmniej dla nich odpowiednie. Piętro świerkowe za­cieśniło się do wąskiego pasa, miejscami zaś buk utwo­rzył prawdopodobnie górną granicę lasu wespół ze świerkiem.Metoda analizy pyłkowej naprowadza w pewnym momencie na ślady działalności ludzkiej; przejawia się to obecnością w diagramie pyłku roślin silnie związa­nych z człowiekiem. Człowiek osiedlając się w bie­szczadzkich dolinach trzebił lasy w sąsiedztwie torfo­wisk; ich miejsce zajęły łąki i pola. W efekcie w dia­gramie zwiększył się udział pyłku roślin zielnych, przede wszystkim traw i turzyc. W spektrum zjawiałysię też pyłki roślin łąkowych, chwastów polnych i roślin uprawnych: wyki, koniczyny, komosy, bławatka i zbóż. Zmniejszył się natomiast udział jodły, buka i graba.Najdawniejsze ślady archeologiczne dowodzą, że roz­ległe obszary nad górnym Sanem pozostawały przez długie wieki tylko słabo zaludnione. Ślady starego osad­nictwa występują głównie w niższej części doliny Sanu i łączą się z obszarem większego ich nasilenia w oko­licach Sanoka. Jeszcze w XV w. rzadko trafiały się osady nad dopływami Sanu, w górnej części jego do­rzecza. Rozmach akcji kolonizacyjnej wzmógł się w wyższych partiach Bieszczadów dopiero ‚w drugiej po­łowie XV w., a jeszcze większe zmiany nastąpiły w XVI w.Akcji osiedleńczej .towarzyszyło wycinanie lasów od dolin i od szczytów. Osadnictwo posuwało się wzdłuż dolin rzecznych, a lasy wycinano przede wszystkim w celu uzyskania łąk i gruntów uprawnych. Jednocześ­nie w wyżej położonych partiach gór rąbali lasy woło­scy pasterze dla poszerzenia powierzchni swych pa­stwisk. W pierwszej połowie XIV w. istniały w dorze­czu górnego Sanu osady wołoskie. Przypuszcza się, że już z końcem XIII w. wołoscy pasterze ze swymi sta­dami dotarli w Bieszczady. Pasterze ci ciągnęli z po­łudnia, z Siedmiogrodu i Półwyspu Bałkańskiego, na północ i zachód, wzdłuż wysokich grzbietów karpac­kich.Działalność osadnicza i zmiany wywołane gospodarką człowieka w dolinach rzek początkowo bardzo nie­znacznie odbijały się na charakterze lasów. Jeszcze w drugiej połowie XVI w. lasy na przedgórzu bie­szczadzkim zajmowały około 80°/o powierzchni, a w najwyższych partiach Bieszczadów 94%. Olbrzymi roz­wój osadnictwa i zmniejszenie powierzchni leśnej nad górnym Sanem dokonały się w ciągu trzech stuleci (XVI—XVIII -w.). Duże ilości drewna pochłonęły rów­nież kopalnie rud żelaza i prymitywne huty, które istniały w okolicach Baligrodu z końcem XVIII i po­czątkiem XIX w. W początkach wieku XX na pogórzu lesistość wynosiła już tylko 24%, w niższych poło­żeniach górskich około 40%, a w najwyższych partiach Bieszczadów zachowało się 55—60% lasów.W XIX i XX w. ogólna powierzchnia leśna zmniej­szyła się już nieznacznie. Zmieniał się natomiast cha­rakter lasów. Głębokie przemiany zaszły przede wszy­stkim na łatwiej dostępnym pogórzu, w warunkach ko­rzystnych dla gospodarki rolnej, oraz w dolinach rzek. Wielkie kompleksy leśne, poczynając od rozległych lasów pokrywających zbocza Chryszczatej na zacho­dzie aż po Wielką Rawkę, grupę Tarnicy, Halicza i Krzemienia na wschodzie, dłużej zachowały swą pier­wotną zwartość i pierwotny puszczański charakter.Największe zmiany w tej części Polski zaszły w wie­ku XX po zbudowaniu licznych kolejek leśnych. Jedna z nich sięgała od Cisnej ku Rabiej Skale, otwierając przed handlarzami drewnem możliwości eksploatacji i dewastacji na wielką skalę. Kolejka ta szła, jak pisze Schramm — skomplikowaną linią wzdłuż zboczy, prze­skakując 42 potoki, drewnianymi, wysokimi mostami zbudowanymi z setek kłód jodłowych. Wielkie po­wierzchnie zrębów w sąsiedztwie kolejki zalesiono świerkiem. Podobna kolejka wdarła się od Prełuk nad Oslawą przez Duszatyn w kompleksy leśne Chryszcza­tej i Krąglicy. Inna wiodła od Ustrzyk Górnych przez Stuposiany do Sokolik Górskich. Istniały również ko­lejki leśne w Smereku i Zatwarnicy. Zakładając wiel­kie zręby ogołacano całe zbocza. Handlarze drewna wy­kupywali na pniu całe dziesiątki hektarów lasu; cięli co lepsze drzewa, zostawiając niedoręby złej jakości. Stąd duży udział w lasach bieszczadzkich iwy, olszy szarej, miejscami nawet brzozy. Badania Rutkowskiego wykazały, że co najmniej 70% lasów w Nadleśnictwie Tarnawa (a podobnie przedstawia się sytuacja i w in­nych nadleśnictwach) jest wytworem działalności gos­podarczej człowieka.W efekcie takiego postępowania zmianom uległ nie tylko skład drzewostanów, ale zmieniła się także ich jakość. Rabunkowy wyrąb pozostawił na pniu jedynie okazy chore lub obarczone wadami, hubiaste, krzywe, rozdwojone itp., które dały początek nowej generacji drzew. Odbiło się to szczególnie szkodliwie na bie­szczadzkich drzewostanach, ponieważ niektóre nega­tywne cechy, np. dwoistość strzał u buka, są w pewnym stopniu cechą dziedziczną. Nic więc dziwnego, że w tych warunkach, mimo wspaniałych naturalnych mo­żliwości produkcji cennych sortymentów drewna, głów­nie gatunków liściastych, mamy na tym terenie zna­czne powierzchnie starodrzewi — przestoi bukowych nadających się tylko na opał lub przeróbkę chemi­czną.Nie bez wpływu na charakter lasów pozostawała rów­nież działalność miejscowej ludności. Wobec dużego przeludnienia tego regionu przed rokiem 1947 (80—100 osób na 100 ha użytków rolnych) ludność zajmowała się gospodarką rolno-hodowlaną. Stada bydła i owiec pozostawały na połoninach przez całe lato, od wczes­nej wiosny do późnej jesieni. Pasiono także w lasach; przez lasy przepędzano stada idące na targi. Ogniem i siekierą powiększano stale zbyt skąpą powierzchnię pastwisk i pól uprawnych. Te ostatnie sięgały miej­scami do wysokości 900 m. Górna granica lasu na szczytach położonych w pobliżu większych wsi, np. na zboczach Połoniny Wetlińskiej, obniżyła się nawet do 1000 m i niżej, a polany położone na zboczach złączyły się miejscami z grzbietowymi połoninami.Po drugiej wojnie światowej, gdy zupełnie niemal wyludniły się Bieszczady, dały się zaobserwować, szcze­gólnie w dolinach, zjawiska świadczące o wielkim dy­namizmie przyrody. Pola i łąki, przez szereg lat pra­wie wcale nie użytkowane gospodarczo, zmieniły zu­pełnie swój charakter. Na miejscu dawnych osiedli roz­rosła się bujnie roślinność ruderalna. Zwarte łany po­krzyw, do 2 m wysokich, wskazują na nagromadzenie rozkładających się resztek organicznych i uwalnianie związków azotowych wokół dawnych zagród. Zdziczały rośliny hodowane w ogródkach, jak np. barwinek. O za-bagnieniu nie odwadnianych dolin, z chwilą gdy zamu­liły się i zarosły dawne rowy odwadniające, świadczą rozległe łany wiązówki błotnej i bodziszka błotnego. Zmienił się też zupełnie skład nie koszonych łąk. Na­gromadzające się resztki roślinne i brak regularnego koszenia faworyzowały rozwój gatunków dawniej przez ten zabieg eliminowanych. Na dawne pola, szczegól­nie wzdłuż miedz, gdzie większa była wilgotność gle­by, a mniejsza konkurencja bujnych traw, rzuciła się olsza szara, niekiedy także i kosa, na miejsca nieco bardziej wilgotne — wierzba iwa. Powstały zwarte za­rośla, a nawet całe laski olszowe, 6 do 10 m wysokie. Skład runa był w nich dosyć przypadkowy. Panoszyły się nieliczne gatunki; często dominował ten, którego na­siona dostały się najwcześniej, a następnie rozrastał się on bujnie na drodze wegetatywnej. Dwudziestoletnie drzewostany olszynek zaczęły się przerzedzać. Na miej­scach bardziej naświetlonych masowo zjawiły się je­żyny, miejscami tak obficie, że zupełnie zagłuszały jo­dełki i buki, wysadzane wielkim nakładem kosztów. Sztuczne drzewostany świerkowe, których więcej by­ło w zachodniej części Bieszczadów, w okolicach Ci-snej, przekształciły się w wielu miejscach w cmenta­rzyska obumierających i walących się drzew. Wśródsuchych lub pożółkłych świerków obficie obsiewała się i szybko rosła jodła. Coraz liczniej powracały też na swe dawne siedliska rośliny charakterystyczne dla la­sów bukowych. Miejscami bujnie rozrastały się ga­tunki zrębów leśnych i wykrotów: maliny, wierzbówka kiprzyca, produkująca wielkie ilości lekkich, opatrzo­nych puchem i przez wiatr przenoszonych nasion, oraz bez koralowy, którego owoce stanowią przysmak wielu ptaków, przy okazji rozsiewających jego nasiona. Zja­wiska te świadczą, jak radykalne zmiany w składzie roślinności, a także w składzie i liczebności fauny wy­wołuje zmiana jakiegoś czynnika siedliskowego. Świerk wprowadzony na obce, zbyt bogate siedlisko cierpiał od grzybów, owadów i okiści. Z chwilą gdy padały osła­bione świerki, natychmiast na ich miejsce rzucały się gatunki, które potrafią w danej chwili lepiej, pełniej wyzyskać prześwietlenie i nagromadzone resztki ro­ślinne. Nasiona wielu gatunków, których nie widać w lesie, przyniesione przez wiatr, ptaki czy inne zwie­rzęta, często czekają w glebie przez szereg lat, zanim zaczną rosnąć Z chwilą zaistnienia odpowiednich wa­runków. Stąd rozrastają się one często masowo natych­miast po powstaniu wiatrołomu czy luki, zanim jeszcze nasiona właściwych gatunków dojrzeją w danym roku.Tym dynamicznym zmianom roślinności towarzyszyło masowe rozmnożenie się gryzoni, a następnie szeregu drapieżników. Jednocześnie zniknęły z Bieszczadów ga­tunki ściśle związane z człowiekiem, zarówno zwierzę­ce (np. wróbel), jak i roślinne (np. pewne gatunki chwa­stów polnych). Kąkol i bławatek są w Bieszczadach w dalszym ciągu rzadkością, choć dawni floryści obser­wowali je tam w obfitości. Obecnie powoli powracają one ponownie na utracone tereny. Gatunki te pojawiają się na polach koło nowo zakładanych osiedli, zawlekane są z ziarnem siewnym i ziemią w związku z budowądróg i osad. Zjawili się też i nowi, niepożądani przy­bysze. Maleńka i zdawałoby się wątła roślinka, przeta-cznik Veronica iililormis, rozrosła się obficie wzdłuż dróg, na trawnikach przydrożnych i pastwiskach, głu­sząc niemal zupełnie trawy. Gatunek ten, który u nas rzadko tylko wytwarza nasiona, a rozmnaża się wege­tatywnie, z oderwanych części łodyżek, wywędrował przed laty ze swej kaukaskiej ojczyzny i zawleczony do Ameryki Północnej prawie zupełnie opanował traw­niki w wielu miastach amerykańskich.

[Głosów:1    Średnia:4/5]

Comments

comments