SIEĆ REZERWATÓW

Sieć rezerwatów i park narodowy nie rozwiążą już dziś definitywnie sprawy ochrony przyrody i środowisk w Bieszczadach. Powierzchnia ochronionych obiektów stanowi bowiem znikomy procent całego obszaru, są to pewnego rodzaju „muzea” wolnej przyrody zabezpie­czające życie różnym grupom roślin i zwierząt, których rola i znaczenie w przyrodzie nie zawsze są poznane. Tym samym są to rezerwuary, z których czerpać można materiał do wyhodowania odmian i ekotypów o pożą­danych właściwościach.i Parki narodowe z uwagi na małą powierzchnię nie mogą odgrywać większej roli w odnowie sił człowieka; zachodzić w nich też mogą niepożądane zmiany, wy­wołane postępującą, choć konieczną, industrializacją kraju. Formą, która stara się pogodzić konieczne wzglę­dy gospodarcze z postulatami nauki, ochrony krajobrazu oraz turystyki i wczasów wypoczynkowych, są coraz powszechniej stosowane w wielu krajach tzw. parki natury, zwane też parkami krajobrazowymi. Idea par­ków krajobrazowych znajduje coraz liczniejszych zwo­lenników. Zacytujemy w tej sprawie wypowiedź S. Smól-skiego, miłośnika bieszczadzkiej przyrody i propagatora Wschodniobeskidzkiego Parku Krajobrazowego. „Przy­szły Park Krajobrazowy w Bieszczadach powinien objąć całą południową część Bieszczadów Zachodnich, wraz z otoczeniem zespołu zbiorników wodnych Myczkow­ce—Solina OTaz dolinę rzeki Osławy, odznaczającej się wyjątkowo malowniczym krajobrazem. Pracownia Pla­nów Regionalnych Prezydium Wojewódzkiej Rady Na­rodowej w Rzeszowie zaproponowała nazwę dla tak po­jętego parku Beskidzki Park Krajobrazowy. Z uwagi jednak na projektowany w Gorcach park krajobrazowytej samej nazwie, należałoby przyjąć dla obszaru Gor­ców nazwę Zachodniobeskidzki, a dla Bieszczadów: Wschodniobeskidzki Park Krajobrazowy… Na obszarach parków krajobrazowych gospodarka człowieka nie ulega poważniejszym ograniczeniom pod warunkiem, iż pro­wadzona jest prawidłowo, zgodnie z warunkami przy­rodniczymi środowiska oraz najnowszymi zdobyczami nauki i techniki. Natomiast zabroniona jest wszelka działalność zmieniająca lub zniekształcająca swoiste ce­chy i piękno krajobrazu oraz jego wartości higienicznekulturalne.” „Na obszarze parków krajobrazowych szczególnej opiece podlegają: świat roślin i zwierząt, pomniki przyrody i rezerwaty, aleje, parki podworskie i cała zieleń oraz zabytki kultury. Zabronione jest rów­nież zanieczyszczanie chemiczne i fizyczne środowiska przyrodniczego w postaci zatruwania wód i powietrza, nadmiaru bodźców akustycznych (hałas) i optycznych (jaskrawe oświetlenia i reklamy). Parki krajobrazowe powinny być dobrze wyposażone we wszystkie potrzeb­ne dla zwiedzających urządzenia i usługi, jednakże lo-kalizacja hoteli i większych parkingów, restauracji, osie­dli domków campingowych, domów wczasowych i tym podobnych urządzeń powinna być szczegółowo przemy­ślana i unikać ośrodków i miejsc najbardziej cennych pod względem przyrodniczym i krajobrazowym.”Ogólna koncepcja przyszłej roli i zagospodarowania Bieszczadów jest na pewno słuszna, choć wymaga pew­nych poprawek i uzupełnień. Według niej Bieszczady mają być niejako zagłębiem turystyczno-rekreacyjnytm, a także ostoją przepięknej wschodniokarpackiej pRzyrody. Powodzenie tej rozsądnej idei uzależnione jest jednak od szybkiej i konsekwentnej realizacji, czego niestety w Bieszczadach trudno się dotąd dopatrzyć. Wspaniałe plany perspektywiczne obracają się ciągle w sferze projektów, życie zaś toczy się tutaj różnymi torami, jakże często nie mającymi nic wspólnego z ra­cjonalną gospodarką. Działanie w sposób dorywczy, na „dziko” stwarza niejednokrotnie całkiem nowe i nie­odwracalne sytuacje, dezaktualizując oficjalne projekty. Ucierpiał już na tym ciągle nie zatwierdzony Park Na­rodowy, w coraz większym zakresie straty ponosi całe środowisko i piękny bieszczadzki krajobraz. Stąd więc ogólna irytacja i sceptycyzm przyjezdnych, stąd utarło się powiedzenie, że „w Bieszczadach każdy może robić, co chce i jak chce”.Chyba największe straty ponoszą dziś Bieszczady na skutek dewastacyjnej eksploatacji oraz zanieczyszczeń rzek i potoków. Problem ten na łamach „Widnokręgu” (dodatek do „Nowin Rzeszowskich” z 31 VII 1971 r.) bardzo trafnie przedstawił znający dobrze ten region dziennikarz — L. Kolijewicz. „Eksploatacja kruszywa przekracza wielokrotnie określone zezwoleniami ilo­ści i miejsca, w wielu przypadkach dokonywana jest samowolnie bez zezwolenia. Siady poboru żwiru coraz częściej widoczne są na potoku Terebowiec w górę od Ustrzyk Górnych, w wyniku czego koryto tego potoku jest ustawicznie przerzucane, zmieniane i dewastowane. Wołosaty — wspaniałe niegdyś naturalne siedlisko pstrąga — stanowi dziś… ciek o zrujnowanym podłożu i środowisku biologicznym — fauny i flory wodnej. Autorem tej dewastacji jest stojące na usługach resortu leśnictwa ustrzyckie przedsiębiorstwo budownictwa leś­nego »Bieszczady«. Ale idźmy dalej szlakiem bieszczadz­kich potoków górskich. Bez trudu zaobserwujemy po­dobne zniszczenia biocenozy na rzece San w rejonie Dwernika, Zatwarnicy, Studennego, między Rajskim a Tworylnem. To szanowni skądinąd budowniczowie dróg wjeżdżają spychaczami wprost do rzeki, zgarniają hałdy rumowiska rzecznego, niszcząc koryto powodują jednocześnie stałą mętnicę wody, zanieczyszczają ją smarami, olejami, paliwem ropnym.. Rzeka Wetlinkaw rejonie Wetliny, Smereka, Kalnicy aż po Jaworzec wygląda jak Wołosaty — zniszczono i w niej przepię­kne środowisko biologiczne pstrąga. Solinka od wy­sokości Majdanu i Cisnej przez Dołżycę, Buk, Polanki, Terkę, Bukowiec na dłuższych partiach straszy zniszcze­niami spowodowanymi poborem kruszywa, dokonywa­nym w sposób więcej niż rabunkowy. Na odmianę w Zatwarnicy piękny potok pstrągowy — Głęboki, sku­tecznie zatruwa ściekami szyb naftowy. Dzieje się to wszystko w tzw. bezludnych Bieszczadach. A jak jest w rejonach bardziej zamieszkałych? Rzeka Hoczewka na całej niemal swojej długości, zwłaszcza w rejonach Baligrodu, Mchawy, Zahoczewia, Nowosiółek i Hoczwi stała się wysypiskiem śmieci i odpadków gospodar­skich. Niejednokrotnie wśród nich znaleźć można puste opakowania po trujących rolniczych środkach chemi­cznych. Wody Hoczewki wnoszą swój śmiercionośny ładunek do Sanu, powodując w nim lokalne zatrucie rzeki w rejonie Leska i niżej, gdzie przyroda uformowa­ła wspaniałe skalne przełomy, przyciągające setki tury­stów żądnych kąpieli. Ale nie tylko rujnowanie biesz­czadzkich potoków rabunkową eksploatacją jest tra­gedią. Bardzo groźne skutki dla gospodarki wodnej i rybnej przynoszą stosowane w Bieszczadach metody zrywki drewna z wyższych partii górskich. Ścięte pnie ściąga się do jarów potoków i wykorzystując ich ko­ryta transportuje ciężkimi ciągnikami gąsienicowymi do położonych niżej placów składowych. Po takiej zrywce na danym obszarze pozostaje po prostu księ­życowy krajobraz lub co najmniej przypominający po­bojowisko po wielkiej bitwie armatniej. Ciężkie ciągni­ki gąsienicami zmiatają wszystko, co stoi na ich dro­dze — niszczą wszelką florę i faunę, deformują prze­piękne, naturalnie urzeźbione jary. Na swoim szlaku pozostawiają bajora mętnej, cuchnącej, nie znajdują­cej odgływu wody.”Te bezwzględne, na doraźny zysk nastawione me­tody działania nie tylko pozbawiają bieszczadzkie cieki wodne walorów biologicznych, estetycznych i zdrowot­nych; w rachubę wchodzą tu ponadto bardzo ważne względy hydrologiczne. Ściąganie korytami potoków drzew, zdzieranie dna i kruszenie przez buldożery pro­gów skalnych powoduje wyrównywanie profilu podłu­żnego cieków, tym samym ulega przyspieszeniu spływ wody i wzrasta jej siła erozyjna. Jednocześnie narusza­nie ustabilizowanego dna i obrzeży dostarcza łatwego do znoszenia materiału erozyjnego, powoduje wreszcie ustawiczną, przeklinaną przez tysiące turystów i węd­karzy mętnicę wody.Niezmiernie ważną sprawę stanowi integracja wszel­kich budowanych obiektów z krajobrazem. Bieszczady wskutek powojennego wyludnienia i regeneracji przy­rody miały i mają jeszcze szansę zostać wzorowo zabu­dowanym regionem turystycznym, nawet gdybyśmy mieli opierać się na doświadczeniach i błędach innych regionów górskich. Dla Bieszczadów wypracowano cał­kiem oryginalny styl architektoniczny. Domy i całe za­grody, leśniczówki, gajówki i parki konne w pierwszych powojennych osadach, jak np. Mików, Bereżki, Wetlina, Stuposiany, budowane najpierw z drewna, potem z ce­gły i betonu, prezentowały miłą oku sylwetkę i, co ważne, były trafnie wkomponowane w krajobraz. I taki właśnie sposób budowania powinien tu być konsek­wentnie rozwijany. Czym prędzej należałoby wstrzymać budownictwo standardowych ciężkich kamienic, jak naj­szybciej powinno ustąpić prowizoryczne i koszmarne budownictwo w formie baraków, czego przykładem mo­gą być schroniska w Wetlinie i Dołżycy, bądź muro­wany barak noclegowy w Ustrzykach Górnych. Wię­kszego wyczucia estetyki „wymaga tu też zakładanie kempingów. Zaistniała wyjątkowa szansa budowania w Bieszczadach naprawdę stylowych, nowoczesnych i fukcjonalnych wsi. Tymczasem nad Zalewem Soliń-skim pod nadzorem planistów, władz budowlanych i rol­nych, powstała nowa Wołkowyja — zabałaganiona, z wyboistą drogą, tyle że murowana!Nieodzowna skądinąd elektryfikacja okolic i za­pewnienie dostatecznej łączności stworzyło inne niepo­kojące zjawisko. Otóż w krajobraz bieszczadzki wkradł się generalny chaos w zakładaniu linii telegraficznych i wysokiego napięcia. Zeszpecona została niemal cała dolina od Dołżycy po Wetlinę, drogą najmniejszego oporu poprowadzono prąd z Ustrzyk Górnych do pows­tającej osady Wołosate.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Comments

comments