ZMIANY W FAUNIE BIESZCZADÓW

Intensywnym zmianom gospodarki i szaty roślinnej towarzyszyły również zmiany w bieszczadzkiej faunie. Uchwycono je dość dobrze na przestrzeni ostatniego stulecia, -wcześniejsze zmiany w zwierzostanie tych gór są nam jednak bliżej nie znane.Do lat czterdziestych wieku XX, gdy większość dolin bieszczadzkich była gęsto zasiedlona, a kamieniste pła­chetka pól wdzierały się głęboko w reglowe lasy, w niż­szych, zagospodarowanych partiach gór rozpowszechni­ły się szeroko zwierzęta synantropijne. Pospolite były tu wtedy szczury wędrowne, myszy domowe, przy za­grodach hałasowały towarzyskie wróble, dalej sroki, wrony, kawki, bardzo licznie gnieździły się jaskółki dymówki i oknówki. Nocami wśród zabudowań ludz­kich buszowały tu i ówdzie kuny domowe, czyli ka­mionki. Głęboko w góry wniknęły gatunki związane z krajobrazem łąk i upraw rolnych, wśród nich kuro­patwa, przepiórka i skowronek. Ponad przeciętny stan rozmnożyły się lisy, tchórze i łasice, na miedzach śród­polnych polowały na myszy nierzadkie gronostaje. Zna­mienny jest jednak fakt, że w Bieszczadach, tak przed­tem, jak i w ostatnich latach, nie stwierdzono gnież­dżących się bocianów białych ani też gawronów. Jest to tym bardziej zastanawiające, że ptaki te występują po­spolicie na pobliskim Pogórzu Dynowskim i w Beski­dzie Niskim.W tym samym czasie na terenach bieszczadzkich postępowało dziesiątkowanie wydr, niedźwiedzi, rysi, sarn, jeleni, cietrzewi i ptaków drapieżnych, nie wyłą­czając orłów i puchaczy. W potokach pastwą kłusow­ników padały nagminnie pstrągi. Sytuację tych ryb po­garszało zanieczyszczanie potoków trocinami pochodzą­cymi z okolicznych tartaków. Powodowało to w sumie ogromne ubytki w pogłowiu pstrągów, zdarzały się na­wet okresy ich lokalnego zaniku, np. w Osławię, Tar-nawce i w Hoczewce. Z końcem XIX w. w wodach bieszczadzkich wyginął doszczętnie łosoś, a na nad­miernie wypasanych połoninach motyl niepylak apollo.W czasie wojny oraz burzliwych lat 1945—1947 zni­szczeniu uległa większość wsi bieszczadzkich, a w na­stępstwie tego zubożała gwałtownie synantropijna fau­na. Wraz z człowiekiem wyniosły się z Bieszczadów szczury wędrowne, wróble, kawki i niektóre bezkrę­gowce, np. kosarz Opilio parietinus. Straciły dogodne warunki do lęgów jaskółki oknówki i dymówki. Ptaki te potworzyły wprawdzie zagęszczone kolonie w obrę­bie ocalałych tu i ówdzie budynków, w sumie jednak liczebność ich wyraźnie zmalała. Na obrzeża gór wy­cofała się sroka, wrona i kuropatwa. W pogorzeliskach, opanowanych wkrótce przez bujną roślinność ruderal-ną, pozostały niedobitki kuny domowej tudzież zdzi­czałe, krzyżujące się ze żbikami koty domowe.Wyludnienie i wtórne zdziczenie środowisk wywo­łało również proces o kierunku odwrotnym. Na dużych przestrzeniach wytworzyły się nowe warunki ekolo­giczne, które u pewnych gatunków spowodowały nasi­lony wzrost liczebnościowy. Tak np. na zapuszczonych polach, gdzieniegdzie z pozostawionymi na pniu upra­wami, nastąpiły gwałtowne gradacje polników i myszy. Według badań przeprowadzonych przez Zakład Ewolu-cjonizmu Uniwersytetu Jagiellońskiego, masowe poja­wy gryzoni miały tu charakter bardzo nietypowy. Za­tracona została ich normalna rytmiczność, polegająca na „eksplozjach” powtarzających się co 3—4 lata. W Bieszczadach gradacje utrzymywały się przez dłuższe okresy i przypadały na lata 1947—1950 oraz 1952—1955 (głównie w powiecie Ustrzyki Dolne). Owe „mysie lata”, jakie nawiedziły wschodnie rejony Karpat polskich, po­za Bieszczadami dotknęły również wyludnione wsie w Beskidzie Niskim i na Pogórzu Dynowskim. Największą rolę odegrały tu polniki i myszy polne. Okresami po­tęgowały je liczniejsze niż zwykle pojawy karczow-ników. Masowe wystąpienie gryzoni pociągnęło za sobą niezwykłe rozmnożenie się pewnych ptaków drapież­nych, jak pustułek i myszołowów zwyczajnych. Pierwsi powojenni badacze tych gór obserwowali myszołowy bardzo często; siadały one wzdłuż dróg dosłownie na co drugim lub co trzecim słupie telegraficznym.Wzrosło też zagęszczenie srokoszy i niektórych gatun­ków sów. Na rozległych podmokłych łąkach rozmno­żyły się licznie derkacze. Przypuszcza się, że ich po­pulacja najliczniejsza była w latach 1956—1958. Na jed­nym hektarze łąki można było wówczas naliczyć od 4 do 12 tokujących samców. W ciepłe letnie wieczory charakterystyczne głosy tych ptaków przepełniały pra­wie wszystkie doliny bieszczadzkie, a niekiedy i po­lany śródleśne. Na półotwartych wzgórzach i w do­linach, np. wzdłuż zarośniętych krzewami dawnych dróg, niezwykle pospolite stały się gąsiorki, a w olszy­nach nad potokami i w zdziczałych sadach niepozorne krętogłowy. Nad wodami zwiększyła się ilość pliszek górskich; także pluszcze i kolorowe zimorodki przesta­ły być tu rzadkością. Uderzająco duże zagęszczenie osiągnęła populacja kumaka górskiego. W pozostawio­nym swemu losowi terenie ten niewybredny w wybo­rze środowiska płaz zajął najrozmaitsze kałuże, spły­cające się rowy melioracyjne, zastoje wodne w kory­tach potoków, koleiny i wszelkie inne zagłębienia wy­pełniane okresowo wodą. W niektóre lata pojawy ku­maków miały tu charakter wręcz masowy.Silne ograniczenie ingerencji ludzkiej zwiększyło bardzo wydatnie pogłowie zwierząt, które dawniej by­ły tu z różnych względów i w różny sposób tępione. Zregenerowały populacje niektórych ssaków drapież­nych, np. niedźwiedzia, rysia i wydry, a także zwierzy­ny płowej — sarny i jelenia. Poprawiła się sytuacja w stanie liczebnościowym puchacza. Nad Bieszczadami oprócz orlików krzykliwych pojawiły się orliki grubo-dziobe oraz orły przednie. Rozpowszechniły się nie prześladowane przez lata gady, zwłaszcza żmije i pa-dalce. Znacznemu powiększeniu uległa naturalna kolo­nia węża Eskulapa w dolinie Sanu pod Otrytem. Po zbu­rzeniu okolicznych wsi (Tworylne, Tworylczyk, Krywe) wąż ten zajął m. in. ruiny domów, a więc siedlisko dla niego nowe i wtórne. Przerwane zostało na szereg lat zanieczyszczanie potoków i znacznie zmalało kłusowni­ctwo. Toteż sytuacja w bieszczadzkiej ichtiofaunie, zwłaszcza w przypadku pstrągów, uległa poprawie.W latach pięćdziesiątych, w miarę ponownego zagos­podarowywania Bieszczadów, te pełne dynamizmu zjawi­ska — regeneracja dawnych zoocenoz, liczne wystąpie­nie pewnych gatunków — ulegać zaczęły stopniowemu zahamowaniu. W związku z koszeniem i wypasem łąk zaznaczył się w dolinach spadek liczebności derkacza. Budowa dróg i osiedli wymagała wycięcia dużej ilości krzewów, co spowodowało miejscami ubytek gąsior-ków. Obniżyło się też zagęszczenie licznych dotąd my­szołowów zwyczajnych oraz niewiele rzadszych od nich jastrzębi. Być może, że oprócz nadmiernego zabijania, regres liczebności tego ostatniego drapieżnika ma po­dłoże biologiczne. Z niewiadomych przyczyn wyraźne­mu zanikowi uległa populacja muchołówki szarej. Pod­czas gdy w roku 1963 i jeszcze w 1964 w głównych do­linach bieszczadzkich był to ptak dość pospolity, to już w następnych latach występował tam tylko sporadycz­nie. ,Silna eksploatacja dróg i budowa szos asfaltowych pogorszyły warunki życiowe kumaków górskich. Zwie­rzęta te, jak i szereg innych, w coraz to większych ilo­ściach zaczęły ginąć pod kołami ciągników i samocho­dów.Ogromne straty zaczęły ponosić całe biocenozy wod­ne. W celu pozyskania kruszywa na budowę dróg i osie­dli do rzek i potoków bieszczadzkich wprowadzony zo­stał ciężki sprzęt mechaniczny, odzierając na długich odcinkach dno Sanu, Wołosatego, Solinki, Wetliny i większości pozostałych cieków wodnych. W ślad za eksploatacją zamierało w wodach życie, ginął masowo narybek, raki, bentos; malownicze dotąd koryta rzek zaczęły wyglądać przygnębiająco.W Bieszczadach znowu szerzy się kłusownictwo. Tak jak niegdyś, jego ofiarą padają duże zwierzęta leśne, a w środowiskach wodnych wydry i pstrągi. Z rąk kłusowników giną rzadkie ptaki drapieżne, w tym także orły. Również wśród gadów występują duże straty. Ma­sowo zabijane są nie tylko żmije, ale również brane za nie pożyteczne zaskrońce, węże Eskulapa czy nawet naj-niewinniejsze padalce.Z latami obserwuje się też powrót fauny synantropij-nej. Za pionierskim wróblem w centralne doliny bie­szczadzkie wkroczył znowu szczur wędrowny, a na­stępnie szpak, wrona i sroka. Rozmnożyły się bardzo licznie jaskółki dymówki i oknówki. W budynkach mieszkalnych stwierdzono ponownie kosarza Opilio po-rietinus.Pewne zmiany faunistyczne, jakie dają się zauważyć w Bieszczadach, mają charakter bardziej ogólny, tery­torialnie wykraczają one poza omawiane góry i praw­dopodobnie nie mają bezpośredniego związku z aktual­nymi przemianami środowisk. Góry te stały się miej­scem inwazji gatunków nizinnych, z których wiele w ostatnich kilkudziesięciu czy kilkunastu latach po­szerza swój zasięg geograficzny. Proces tego typu zmian uwidocznił się najwyraźniej u ptaków. Tak np. niemal wszystkie siedliska łąkowe, łącznie z połonina­mi, opanowała charakterystyczna dla nizin pokląskwa. Na połoninach Karpat radzieckich gatunek ten został zauważony dopiero w roku 1950, należy więc przypusz­czać, że mniej więcej w tym samym czasie wkroczył on również na połoniny Bieszczadów polskich. W la­sach i w zaroślach nadwodnych pojawiła się piękna karminowoczerwona dziwonia; dość wysoko wzdłuż do­lin potoków wniknęły nawet tak typowo nizinne gatun­ki, jak zaganiacz, łozówka, strumieni ówka i kwiczoł. Nowym przybyszem w obszarze tych gór stała się po­nadto muchołówka białoszyja. Gatunek ten na północ­nych krańcach swojego zasięgu uchodzi ostatnio za ele­ment wyraźnie ekspansywny, a stwierdzenie go w Bie­szczadach jest tego dodatkowym świadectwem. Swoje geograficzne areały poszerzają również dziwonia i kwi­czoł, jednakże ekspansja ich ma kierunek niemal od­wrotny, południowy i południowo-zachodni. W dolinach bieszczadzkich nieco pospolitsze stały się pleszki, gru-bodzioby i najmniejsze z naszych łuszczaków — kul­czyki. Od północy atakuje Bieszczady typowa dla su­chych, otwartych terenów kląskawka, a także gatunki wodne, np. perkozek, zausznik, kureczka nakrapiana, kokoszka wodna i kilka innych. Być może, że już w najbliższych latach ptaki te spotkamy jeszcze wyżej. Wnikanie w góry wymienionych gatunków, np. zaga-niacza, łozówki, strumieniówki, pokląskwy oraz ptaków wodnych, tłumaczą niektórzy ocieplaniem się klimatu.Podobne przyczyny mogły też wpłynąć na pojawienie się ‚w Bieszczadach muchołówki białoszyjej. Jeszcze trudniejsza do wyjaśnienia jest ekspansja ptaków, któ­re poszerzają swe zasięgi na południe Europy (dziwo-nia, kwiczoł), a więc w obszary cieplejsze.Wiązane z klimatem, nasilenie inwazji zwierząt aku­rat w Bieszczadach po części wynikać może z samego położenia tych gór, nakładania się różnych wpływów klimatycznych itp. W dodatku jest to pasmo stosunko­wo niskie i mało rozległe. Bieszczady nie stwarzają ponadto przeszkód, które by napływom elementów np. nizinnych potrafiły się skutecznie oprzeć. Przeciwnie — szerokie doliny rzeczne, np. Sanu, Osławy, Solinki i Wo-łosatego, procesowi temu jak najbardziej sprzyjają. Ogólnie zjawisko to jest jednak bardzo złożone i nie można go wyjaśnić samymi zmianami klimatycznymi.Z punktu widzenia faunistyki nowym i ważnym ele­mentem w krajobrazie bieszczadzkim jest sztuczny zbiornik wodny na Sanie pod Soliną. Obiekt ten, któ­rego budowę zakończono jesienią 19G7 roku, stanowi obszerne i wydłużone jezioro, rozwidlające się na wy­sokości ujścia Solinki. Nie ulega wątpliwości, że obec­ność tak rozległej przestrzeni wodnej zmieni w tych okolicach intensywność i charakter pojawiania się pta­ctwa wodnego. Jak można przypuszczać, spiętrzony od­cinek Sanu przede wszystkim będzie bazą wypoczynko-wo-żerowiskową dla ptaków odbywających sezonowe migracje. Nie należy natomiast przewidywać, aby speł­niał on rolę bogatej ostoi lęgowej. Warunkiem tego byłaby zarośnięta strefa brzegowa, co w tym przypadku jest prawie niemożliwe ze względu na strome brzegi i częste zmiany lustra wody w zbiorniku.Wybudowanie zapór wodnych w Myczkowcach i So­linie stało się przyczyną prawie zupełnej izolacji gór­nego dorzecza Sanu. Ma to decydujące znaczenie dlaryb wędrownych, takich jak np. węgorz, dla których dalekie migracje są koniecznością biologiczną. Na ry-bostan rzeczek i potoków bieszczadzkich niemały wpływ wywiera sztuczne zarybianie akwenu solińskie-go. Niektóre z wprowadzonych gatunków ryb, np. okoń, rozmnożyły się bardzo licznie, zachodzą daleko w górę dorzecza, stwarzając poważną konkurencję w zdoby­waniu pokarmu dla pstrągów i pozostałych rodzimych gatunków ryb.

[Głosów:1    Średnia:4/5]

Comments

comments